Biała mewa i jej kumple

mewamini

Wszyscy znają tę sytuację – pod blok/sklep (albo przetacza się ulicą) podjeżdża bolid formuły jeden typu VW Golf pamiętający czasy naszego robienia w pieluchę, a z jego wnętrza wylewa się na ulicę mieszanka przebojów wątpliwej jakości (choć podobno o gustach się nie dyskutuje). Jednak jaki kraj, taki obyczaj, przekonałam się ostatnio śledząc wątek na Spotted pewnego miasta, w którym miewam okazję bywać.

Wszystko zaczęło się od pozornie niewinnego wpisu pewnej osoby, która, ujmijmy to, dość dobitnie napisała, co sądzi o chłopakach, który taki popis możliwości swoich głośników samochodowych uskuteczniali. Nieopatrznie podała jednak tytuł piosenki, którym panowie w swej wspaniałomyślności raczyli najbliższą okolicę – “Wjeżdża biała mewa”. Nie miałam pojęcia, cóż to za utwór, więc nieco podłubałam w Youtube (ok, kłamię, wcale nie musiałam specjalnie dłubać) i znalazłam wspomnianą piosenkę. Dla odważnych: klik!

I się nie zawiodłam. Ba, to, co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Teledysk z gołymi tyłkami – jest. Motyw z piosenki starej jak wspomniany wcześniej Golf – jest. I oczywiście tekst głęboki jak sam Rów Mariański. 

Jak wspomniałam, o gustach się nie dyskutuje, więc to, co sądzę o ludziach słuchających takich utworów zatrzymam dla siebie (bo nie sądzę za dobrze, delikatnie mówiąc). Cały temat okazał się jednak tak burzliwy, że odezwał się sam artysta!

cypisolo

Polemizowałabym, ale co kto lubi. Jeszcze zabawniejsze jest to, że na swoim fanpage rozpoczął akcję “zgnoić autora wpisu na Spotted“.

spotted

Chwilę zastanawiałam się, co mi to przypomina, aż w końcu zaskoczyłam – “Wiecie co z nim zrobić”. Peja. I zastanawiam się teraz, co jest gorsze – że taki człowiek w ogóle sądzi, że ktokolwiek będzie chciał bronić jego uciśnionej osoby, czy to, że ma rację. Od razu bowiem pod obydwoma postami zaczęły pojawiać się komentarze, że autora wpisu na Spotted trzeba zabić, ruchać, obić, nauczyć dobrej muzyki i zakopać żywcem. A potem odkopać i zabić jeszcze raz. A jak mu się nie podoba, to ma nie słuchać (ciekawe tylko jak – ma po ulicy chodzić z zatyczkami do uszu? Pieszy niezwracający uwagi na swoje otoczenie stwarza zagrożenie dla siebie i wszystkich dookoła).

Zajęłam się trochę za bardzo samą internetową dramą, tymczasem chodziło mi raczej o rycerzy ortalionu, którzy właśnie w taki samochodowy sposób dzielą się swoimi ulubionymi utworami. Czy tylko mi się zdaje, że człowiek z chociażby odrobiną kultury zatrzyma jednak muzykę dla siebie? Jaka by ona nie była – czy to biała mewa, czy Vivaldi. Z szacunku do innych ludzi.

Za to dodam, że Disco Polo lubią wszyscy i nie ma się co wypierać. Bo muzyka fajna, skoczna, na weselach obowiązkowy punkt programu. Choć może niekoniecznie do posłuchania (nie każdy musi lubić), a już tym bardziej nie do posłuchania z głośników stojących na parkingu dwa bloki dalej. Osobiście wolę coś nieco cięższego, ale dobre Disco Polo nie jest złe. W przeciwieństwie do tego wynaturzenia, którego miałam okazję dzisiaj posłuchać… Ups, o gustach się nie dyskutuje.

Advertisements

One thought on “Biała mewa i jej kumple

  1. mefistowy September 1, 2016 / 12:40 pm

    Mnie też męczy taka muzyka z samochodów. Można słuchać, nie zabraniam, ale żeby od razu z takim łomotem, jakby przy okazji pranie robił? Kiedyś ludzie chwalili się talentami, dzisiaj robią to poprzez głośne łupanie muzyką.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s